Blog

  • Letni paradoks: bezrobocie w Polsce rośnie, choć powinno spadać. Ministerstwo podaje dane za lipiec

    Letni paradoks: bezrobocie w Polsce rośnie, choć powinno spadać. Ministerstwo podaje dane za lipiec

    Lipiec tradycyjnie bywa miesiącem ożywienia na rynku pracy – budownictwo, rolnictwo, turystyka i gastronomia zwiększają zatrudnienie. Tym razem jednak stało się inaczej. Według wstępnych danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła w lipcu do 5,9 proc. z 5,8 proc. w czerwcu. To zaskoczenie, bo wiosną trend był wyraźnie spadkowy: w maju stopa wynosiła 5,9 proc., w kwietniu 6,0 proc., a w marcu i lutym po 6,1 proc. (ten ostatni odczyt był najwyższy od prawie pięciu lat).

    Więcej zarejestrowanych, więcej w rejestrach

    Na koniec lipca w urzędach pracy figurowało 907,3 tys. bezrobotnych – o 5,8 tys. (0,6 proc.) więcej niż w czerwcu i o 76,5 tys. (9,2 proc.) więcej niż w lipcu 2025 roku. W ciągu samego lipca do rejestrów dopisało się 98,6 tys. nowych bezrobotnych, czyli o 14,8 tys. (17,7 proc.) więcej niż w czerwcu. W porównaniu z lipcem ubiegłego roku nowych rejestracji było jednak o 9,8 tys. mniej, co oznacza spadek o 9,1 proc.

    Z drugiej strony w lipcu z ewidencji wykreślono 91,6 tys. osób – to o 22,8 proc. więcej niż przed rokiem. Ministerstwo tłumaczy, że za tym wzrostem stoi przede wszystkim większa niż rok wcześniej liczba bezrobotnych, którzy podjęli zatrudnienie niesubsydiowane. Znalezienie etatu nie zawsze jednak oznacza godziwe zarobki – na co wskazuje mediana płac publikowana przez GUS, od której połowa Polaków zarabia mniej.

    Regionalna przepaść: od 1,4 proc. do 22,8 proc.

    Różnice między poszczególnymi powiatami są ogromne. Najniższą stopę bezrobocia odnotowano w powiecie poznańskim – zaledwie 1,4 proc., a w Poznaniu i Warszawie po 1,6 proc.. Na drugim biegunie znalazł się powiat szydłowiecki na Mazowszu z wynikiem 22,8 proc., a także powiaty brzozowski (19,3 proc.) i przysuski (18,4 proc.). W skali województw najniższe bezrobocie utrzymuje się w wielkopolskim (3,8 proc.), najwyższe w warmińsko-mazurskim (9,3 proc.), czyli niemal 2,5 razy więcej.

    Pracodawcy ostrożni – ofert mniej niż przed rokiem

    Niepokoić może strona popytowa rynku. Pracodawcy zgłosili w lipcu 37,8 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej – to o 8,1 tys. (17,6 proc.) mniej niż w tym samym miesiącu 2025 roku. Gdy chodzi o zmianę w ujęciu miesięcznym, źródła podają sprzeczne liczby – według jednych to wzrost o 2,9 tys., według innych spadek o 2,9 tys. Dlatego ostrożniej interpretować tę różnicę. Niezależnie od wahań miesięcznych, roczny spadek ofert jest jednoznaczny i niepokojący. Dla mieszkańców powiatów z jednocyfrowym bezrobociem to wciąż statystyczna ciekawostka, ale dla tych z Szydłowca, Przysuchy czy Brzozowa malejąca liczba ofert oznacza coraz dłuższą kolejkę kandydatów na każde wolne stanowisko.

    Dlaczego tym razem inaczej?

    Wzrost stopy bezrobocia w ostatnich miesiącach w dużej mierze wynikał z reformy urzędów pracy, która weszła w życie w czerwcu 2025 roku. Zmiany umożliwiły m.in. rejestrację rolników oraz rejestrację według miejsca zamieszkania, a nie zameldowania. To stopniowo zwiększało falę nowych rejestracji. Sezonowość zwykle działa na korzyść wiosną i latem – w większości lat bezrobocie spada od marca do października, gdy ruszają prace w budownictwie, rolnictwie, ogrodnictwie, turystyce i gastronomii. Tym razem jednak lipiec przyniósł pogorszenie, co zaskoczyło ekspertów.

    Co dalej?

    Piątkowe dane to wstępne szacunki ministerstwa. Ostateczne liczby poznamy za dwa tygodnie, kiedy Główny Urząd Statystyczny opublikuje swój odczyt w czwartek rano. Jeśli potwierdzi się wzrost do 5,9 proc., oznaczać to będzie, że wiosenny trend spadkowy został przerwany – ostatni raz taki poziom bezrobocia odnotowano w maju.

  • Światowe ceny żywności na najwyższym poziomie od trzech lat. Co drożeje najbardziej?

    Światowe ceny żywności na najwyższym poziomie od trzech lat. Co drożeje najbardziej?

    Światowe ceny żywności wspięły się na najwyższy poziom od stycznia 2023 roku. Najnowszy odczyt indeksu Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) wskazuje na wyraźną zwyżkę, za którą stoją przede wszystkim zboża, oleje roślinne i cukier.

    Indeks Cen Żywności FAO wyniósł w lipcu średnio 131,1 punktu – to wzrost o 0,6 proc. w porównaniu z czerwcem oraz o 1,0 proc. względem lipca 2025 roku. Wyższy poziom wskaźnik notował ostatnio w styczniu 2023 roku, gdy osiągnął 131,4 punktu. Mimo wzrostu, lipcowy odczyt pozostaje 18,2 proc. poniżej rekordowego szczytu z marca 2022 roku, który nastąpił po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.

    Zboża i pszenica głównym motorem wzrostu

    Za lipcową zwyżkę w głównej mierze odpowiadał segment zbóż. Indeks cen zbóż FAO podskoczył o 3,4 proc. w skali miesiąca, a w ujęciu rocznym jest wyższy aż o 6,9 proc. Motorem tej zmiany okazała się pszenica, która zdrożała o 5,8 proc. w porównaniu z czerwcem i o 9,9 proc. w porównaniu z lipcem 2025 roku.

    Według autorów raportu FAO, gwałtowny wzrost notowań pszenicy wynika z pogarszającej się sytuacji wokół akwenu Morza Czarnego. Największe firmy transportowo-spedycyjne zrezygnowały z obsługi ukraińskich portów w rejonie Odessy, obawiając się rosyjskich ataków, natomiast rosyjscy operatorzy przestali przyjmować zlecenia żeglugowe przez ten obszar z obawy przed uderzeniami ukraińskich dronów. Dodatkowym czynnikiem są obawy o wpływ niedawnych fal upałów na plony w kilku kluczowych krajach produkujących to zboże.

    Kukurydza podrożała o 3,6 proc. w skali miesiąca. Powodem były obawy o upały i susze w części Stanów Zjednoczonych oraz wpływ wyższych cen energii na ten rynek. Indeks cen ryżu FAO pozostał w lipcu stabilny.

    Oleje roślinne i cukier w górę

    Indeks cen olejów roślinnych wzrósł o 2 proc. w porównaniu z czerwcem, osiągając najwyższy poziom od czerwca 2022 roku. Ceny oleju palmowego na światowych rynkach poszły w górę – za zwyżką stoją rosnące zapotrzebowanie na biodiesel oraz wyższe notowania ropy naftowej w warunkach eskalacji konfliktu z Iranem. W przeciwnym kierunku poszły ceny oleju rzepakowego i słonecznikowego, które spadły.

    Jeszcze silniejszy wzrost odnotowano na rynku cukru. Indeks cen cukru FAO zwiększył się w lipcu o 5,6 proc. Wynikało to przede wszystkim z obaw o wpływ utrzymującej się upalnej i suchej pogody na plony w Unii Europejskiej oraz warunków pogodowych związanych ze zjawiskiem El Nino w krajach Azji. Wzrost ten podsycany jest także oczekiwaniami dotyczącymi zwiększonego popytu na etanol w Brazylii, gdzie podniesiono wymagany udział etanolu w benzynie.

    Mięso i nabiał tanieją

    Odmienne tendencje FAO odnotowała w przypadku pozostałych kategorii żywności. Indeks cen mięsa spadł w lipcu w porównaniu z czerwcem – to pierwszy miesięczny spadek w tym roku po rekordowym poziomie odnotowanym w czerwcu. Skala spadku różni się w zależności od źródła: jeden raport mówi o 2,6 proc., inne o 2,8 proc. Drób na rynkach międzynarodowych potaniał, głównie za sprawą niższych cen w Brazylii i dużej podaży eksportowej. Wieprzowina straciła na wartości z powodu obfitej podaży w Unii Europejskiej i słabszego światowego popytu. Baranina była wyjątkiem – jej notowania wspięły się na historyczny szczyt z powodu ograniczonej podaży eksportowej z Oceanii.

    Indeks cen nabiału zniżkował w ujęciu miesięcznym o około 0,7 proc., a w porównaniu z lipcem ubiegłego roku spadł średnio aż o 24,8 proc.

    Eksperci ostrzegają przed nową falą drożyzny

    W rozmowie z agencją Reuters główny ekonomista FAO przestrzegał, że świat może czekać kolejna fala wzrostu cen żywności. Jego zdaniem trwające konflikty w Iranie i na Ukrainie oraz anomalia pogodowa El Niño mogą się nałożyć, podnosząc koszty i ograniczając zbiory. Przyszłe zmiany cen będą zależeć przede wszystkim od rozwoju sytuacji na froncie obu konfliktów i pogody w rejonach uprawnych.

  • EBC kontra pomysł Glapińskiego i Nawrockiego: „to obejście zakazu finansowania przez bank centralny”

    EBC kontra pomysł Glapińskiego i Nawrockiego: „to obejście zakazu finansowania przez bank centralny”

    Bruksela hamuje pomysł na miliardy z NBP

    Europejski Bank Centralny (EBC) wydał ostrą opinię w sprawie polskich projektów ustaw, które zakładały finansowanie wydatków obronnych z zysków Narodowego Banku Polskiego (NBP), w tym ze sprzedaży złota. Zdaniem EBC takie rozwiązanie naruszałoby unijne traktaty i zagrażałoby niezależności finansowej polskiego banku centralnego.

    Chodzi o inicjatywę prezesa NBP Adama Glapińskiego i prezydenta Karola Nawrockiego, nazywaną potocznie „Polskim SAFE 0 proc.”. Zakładała ona utworzenie Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych (PFIO), którego podstawowym źródłem finansowania miały być właśnie transfery z rocznego zysku NBP. Prezydent złożył w Sejmie odpowiedni projekt ustawy, podobny dokument trafił do parlamentu także od grupy posłów.

    „NBP nie powinien przejmować finansowania wydatków publicznych”

    W opublikowanej w czwartek (6 sierpnia) opinii EBC stwierdził wprost, że Narodowy Bank Polski nie powinien angażować się w finansowanie zadań publicznych, takich jak wydatki na obronność. Bank centralny strefy euro wskazał, że sprzedaż rezerw złota NBP w celu generowania zysków przekazywanych do funduszu stanowiłaby obejście zakazu przewidzianego w art. 123 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

    EBC podkreślił, że zakaz finansowania ze środków banku centralnego nie pozwala krajowym bankom centralnym na przejęcie odpowiedzialności za finansowanie wydatków publicznych. W opinii czytamy:

    „W celu utrzymania dynamiki prowadzenia właściwej polityki budżetowej zakaz finansowania ze środków banku centralnego nie pozwala krajowym bankom centralnym na przejęcie finansowania wydatków publicznych, takich jak wydatki na politykę obronną.”

    Bank centralny strefy euro zwrócił uwagę, że projekty ustaw zakładają zmianę art. 69 ust. 4 ustawy o NBP, tak aby fundusz był głównie finansowany z transferów z rocznego zysku NBP. W konsekwencji to NBP ponosiłby główną odpowiedzialność za finansowanie funduszu, przejmując – wbrew celowi zakazu – finansowanie decyzji podejmowanych przez organy publiczne w zakresie modernizacji polskich sił zbrojnych i innych zadań wzmacniających bezpieczeństwo narodowe.

    Złoto NBP i niezależność banku centralnego

    EBC szczególnie skrytykował pomysł sprzedaży rezerw złota NBP. Zdaniem banku centralnego strefy euro takie działanie stanowiłoby obejście zakazu z art. 123 Traktatu. Ponadto EBC przypomniał, że zyski mogą być wpłacane do budżetu państwa dopiero po pokryciu łącznych strat z lat ubiegłych oraz utworzeniu rezerw finansowych uznanych za konieczne do ochrony realnej wartości kapitału i aktywów banku centralnego.

    EBC ocenił, że przekazywanie zysków do Funduszu bez uprzedniego pokrycia łącznych strat NBP naruszałoby zasadę niezależności finansowej banku centralnego. EBC podkreślił również, że państwa członkowskie nie mogą utrudniać krajowym bankom centralnym gromadzenia rezerw do poziomu potrzebnego członkowi ESBC. Zdaniem EBC takie utrudnianie miałoby miejsce, gdyby NBP był zobowiązany do przekazywania do Funduszu środków ze zrealizowanego zysku ze sprzedaży złota bez uprzedniego pokrycia skumulowanych strat i utworzenia odpowiednich rezerw finansowych.

    Dodatkowo, nałożony przez projekty ustaw obowiązek spłaty pożyczki w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) z wykorzystaniem środków funduszu pochodzących z przyszłych zysków NBP mógłby utrudniać NBP budowanie kapitału rezerwowego do poziomu niezbędnego do realizacji jego zadań w ramach Europejskiego Systemu Banków Centralnych (ESBC).

    Reakcja NBP: „Zawsze w zgodzie z prawem”

    W piątek (7 sierpnia) Narodowy Bank Polski przekazał, że nie będzie komentował opinii EBC. W komunikacie przypomniał, że swoje stanowisko w sprawie finansowania potrzeb zbrojeniowych przedstawił już wcześniej.

    „Wszelkie działania Narodowego Banku Polskiego są zawsze realizowane w zgodzie z obowiązującymi przepisami prawa i w granicach mandatu NBP” – podkreślił bank w oficjalnym komunikacie.

    NBP dodał, że materiały oraz wypowiedzi rzecznika prasowego są dostępne na stronie internetowej banku centralnego. Na razie bank nie zamierza podejmować dyskusji z opinią EBC, odwołując się do swojego wcześniejszego stanowiska.

  • Amerykański rynek pracy w szoku: pierwszy od lat spadek zatrudnienia

    Amerykański rynek pracy w szoku: pierwszy od lat spadek zatrudnienia

    To miał być kolejny, przeciętny odczyt z amerykańskiego rynku pracy. Tymczasem lipcowy raport Nonfarm Payrolls (NFP) zaskoczył wszystkich i wywrócił oczekiwania inwestorów do góry nogami. Zamiast spodziewanego wzrostu o 80 tys. etatów, ekonomia USA zanotowała spadek zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o -23 tys. To wynik, jakiego rynek nie widział od dawna.

    Zaskoczenie w danych

    Opublikowany w piątek przez Departament Pracy raport to prawdziwy game changer. Konsensus rynkowy, oparty na prognozach analityków, zakładał przyzwoity wzrost. Rozkład szacunków był szeroki – od 10 tys. do nawet 140 tys. nowych miejsc pracy – ale większość prognoz skupiała się w przedziale 70-80 tys. Ostateczny wynik nie tylko rozminął się z medianą, ale wręcz wszedł na głęboko negatywne terytorium.

    Dodatkowo, rewizje danych za poprzednie miesiące tylko pogłębiły ponury obraz. Czerwcowy odczyt skorygowano z pierwotnie podawanych 57 tys. do zaledwie 20 tys. To sygnał, który ekonomiści z Citigroup i BNP Paribas częściowo przewidywali, wskazując na nietypowe rozbieżności między zatrudnieniem produkcyjnym a ogólnym.

    Bezrobocie w dół, ale płace hamują

    Wśród negatywnych danych znalazł się jednak pozytywny akcent. Stopa bezrobocia niespodziewanie spadła w lipcu do 4,1 proc. z 4,2 proc. miesiąc wcześniej. Rynek spodziewał się stabilizacji na czerwcowym poziomie.

    Zupełnie inną historię opowiadają jednak dane o wynagrodzeniach. Roczną dynamikę płac odnotowano na poziomie 3,2 proc. – to poniżej prognozowanych 3,5 proc. i niższy wynik niż 3,4 proc. w czerwcu. W ujęciu miesięcznym wzrost płac wyhamował do 0,1 proc., podczas gdy w poprzednim miesiącu było to 0,3 proc. Ta wyraźna dezinflacja płacowa jest kluczowym sygnałem słabnącej presji kosztowej w amerykańskiej gospodarce.

    W sektorze prywatnym, który odzwierciedla kondycję firm, również nie ma powodów do optymizmu. Liczba nowych miejsc pracy wzrosła o 30 tys., ale to wyraźnie mniej niż oczekiwane 78 tys., a dodatkowo zrewidowano w dół dane za czerwiec.

    Co to oznacza dla Rezerwy Federalnej?

    Publikacja danych NFP natychmiast przełożyła się na oczekiwania co do przyszłości polityki pieniężnej Fed. Przed ogłoszeniem raportu rynek wyceniał dwie podwyżki stóp procentowych po 0,25 pkt proc. każda – pierwszą już we wrześniu, a drugą na zimę lub początek 2027 roku.

    Po opublikowaniu danych, kontrakty terminowe (FedWatch Tool CME) odnotowały gwałtowny spadek tych oczekiwań. Jak ujęli to ekonomiści mBanku w swoim komentarzu: „Reakcja rynku jest dość jednoznaczna — słabszy dolar i niższe stopy. Naszym zdaniem raport ten ogranicza w dalszym stopniu potencjalne ryzyko podwyżki stóp procentowych przez Fed w najbliższym czasie. Pozostajemy przy stanowisku, iż Fed nie zmieni stóp aż do połowy 2027 r.”

    Rezerwa Federalna ma podwójny mandat – musi dbać zarówno o stabilność cen, jak i o zatrudnienie. Z jednej strony inflacja stale pozostaje powyżej celu, a wzrost cen ropy związany z napięciami wokół Cieśniny Ormuz grozi kolejnym odbiciem. Z drugiej strony, tak słaby rynek pracy jest silnym argumentem przeciwko dalszemu zacieśnianiu polityki monetarnej.

    EUR/USD czeka na przełamanie

    Dla rynku walutowego piątkowe dane były katalizatorem, na który czekano od tygodni. Para EUR/USD od dłuższego czasu oscylowała tuż poniżej kluczowej 200-dniowej EMA (1,15618), a notowania utrzymywały się w okolicach 1,1520. Wskaźnik RSI na poziomie 58,5 sugerował przestrzeń do dalszych wzrostów. Słabszy odczyt NFP i rewizje w dół otwierają drogę do kontynuacji trendu wzrostowego w kierunku majowych szczytów, podczas gdy silniejszy dolar mógłby zepchnąć kurs z powrotem poniżej wsparcia.

  • Michael Burry nie odpuszcza. Stawia na krach AI i ostrzega przed powtórką 1987 roku

    Michael Burry nie odpuszcza. Stawia na krach AI i ostrzega przed powtórką 1987 roku

    Michael Burry, znany z filmu „Big Short”, po raz kolejny zaskoczył rynek. W sierpniu 2026 roku ujawnił zmiany w swoim portfelu inwestycyjnym, które pogłębiają jego niedźwiedzie nastawienie. Z wpisu opublikowanego 4 sierpnia na Substack wynika, że legenda Wall Street zamyka niektóre pozycje, ale jednocześnie przedłuża inne – i ostrzega przed ryzykiem powtórki krachu z 1987 roku.

    Nowe ruchy w portfelu

    Wśród najnowszych zmian znalazło się zamknięcie długiej pozycji w Microsoft (MSFT) oraz krótkiej w Oracle (ORCL). Burry pokrył też krótki zakład na Palantir (PLTR) – instrument ten miał wygasnąć w styczniu 2027 roku. Krótka pozycja na Nvidii (NVDA) została zrolowana na czerwiec 2027, a ta na Invesco QQQ Trust ETF (QQQ) wydłużona do lutego 2027. W portfelu wciąż pozostają krótkie zakłady na iShares Semiconductor ETF (SOXX), Micron (MU), Caterpillar (CAT) oraz Teslę (TSLA).

    Ostrzeżenie przed krachem

    Mimo że S&P 500 zanotował pierwsze rekordowe zamknięcie od czerwca – zyskując 1,9% – a NASDAQ wzrósł aż o 2,7%, Burry pozostaje wyjątkowo ostrożny. Na Substacku napisał:

    „Nadal wierzę, że jest możliwe, iż jesteśmy blisko znaczącego szczytu i być może spadku w stylu tego z 1987 roku, ale fakt, że S&P 500 osiąga nowe rekordy, prawdopodobnie przyciągnie na rynek nowe pieniądze”.

    Jego zdaniem napływ nowego kapitału w okolicach szczytu może jedynie zwiększyć skalę przyszłej przeceny. Ostrzeżenie padło w momencie, gdy na rynku pojawiły się lepsze od oczekiwań wyniki spółek oraz niższe ceny ropy naftowej.

    Mechanika rynku a ryzyko systemowe

    Burry zwraca uwagę na rolę zmienności w kształtowaniu ryzyka. Gdy ceny rosną przy spadającej zmienności, fundusze celujące w zmienność (vol-targeting) są zmuszone do zwiększania dźwigni. Do tego dochodzi dźwignia ze strategii opartych na momentum. Wszystko to może w momencie korekty gwałtownie się odwrócić, potęgując spadki. Inwestor wyjaśnia:

    „Pamiętajcie, że wzrost rynku przy spadającej zmienności zmusza fundusze celujące w zmienność do zwiększania dźwigni i wprowadza do gry dźwignię z innych strategii opartych na impecie”.

    Burry podkreśla, że ta kombinacja mechanizmów może znacząco spotęgować ewentualny ruch spadkowy – im dłużej utrzymuje się niska zmienność przy rosnących cenach, tym większa może być siła odbicia w dół.

    Sceptycyzm wobec hossy AI

    Burry od dawna krytykuje rajd na rynku sztucznej inteligencji. Twierdzi, że wydatki na tę technologię są nie do utrzymania i napędzają umowy finansowe, które w dłuższej perspektywie mogą okazać się problematyczne. Jego portfel krótkich pozycji obejmuje kluczowych graczy AI, w tym Nvidię i Teslę, a także półprzewodnikowy ETF. Co ciekawe, sam przyznaje, że ze wszystkich zajmowanych krótkich zakładów tylko ten na Nvidii budzi jego wątpliwości – mimo to nadal go utrzymuje.

    Mimo tych wątpliwości Burry pozostaje przekonany o długoterminowej zyskowności swoich transakcji. Jak wynika z jego wpisu, niemal wszystkie utrzymywane krótkie pozycje uważa za uzasadnione – wyjątkiem jest właśnie zakład przeciwko Nvidii, wobec którego ma zastrzeżenia. Mimo to pozycja ta wciąż znajduje się w jego portfelu, co pokazuje, jak mocno wierzy w potencjalną korektę na rynku technologicznym.

    Reakcja rynku i kontekst

    Ostrzeżenie Burry’ego pojawiło się w wyjątkowym momencie – w dniu, w którym S&P 500 zakończył sesję na rekordowym poziomie po raz pierwszy od czerwca, a NASDAQ zanotował imponujący wzrost o 2,7%. Lepsze od oczekiwań wyniki spółek oraz niższe ceny ropy naftowej napędzały optymizm inwestorów, jednak Burry pozostaje jednym z najostrzejszych krytyków tej hossy.

    Jego zdaniem obecna sytuacja na rynku przypomina mechanikę z 1987 roku, kiedy to indeksy osiągały szczyty, by następnie runąć w dół. Inwestor zwraca uwagę, że świeży kapitał napływający na rynek w momencie rekordów może paradoksalnie pogorszyć sytuację – im więcej pieniędzy wpłynie na wykupione już poziomy, tym większe ryzyko gwałtownego odwrócenia trendu.

    Michael Burry to postać doskonale znana uczestnikom rynku. Jego trafne prognozy dotyczące kryzysu finansowego z 2008 roku przyniosły mu sławę, a każdy jego ruch jest bacznie analizowany przez inwestorów na całym świecie. Najnowszy wpis na Substack wyraźnie wskazuje, że legenda Wall Street spodziewa się poważnej korekty – choć na razie byki na amerykańskich giełdach wciąż pchają indeksy na nowe szczyty.

    Pozostaje pytanie, czy kolejne miesiące potwierdzą jego obawy, czy też hossa na rynku AI będzie kontynuowana. Jak na razie Burry konsekwentnie buduje swoją niedźwiedzią narrację, a jego portfel staje się coraz bardziej wyrazisty w swojej strukturze. Obserwatorzy rynku z pewnością będą śledzić kolejne kwartalne raporty, aby sprawdzić, czy jego zakłady okażą się trafne.

  • Czteroletnia hossa na GPW: czy to już koniec wielkiej passy? Sygnały ostrzegawcze i pułapki inwestycyjne

    Czteroletnia hossa na GPW: czy to już koniec wielkiej passy? Sygnały ostrzegawcze i pułapki inwestycyjne

    Po czterech latach nieprzerwanych wzrostów, które wywindowały indeks WIG z 45 tys. do 145 tys. punktów, na rynku pojawia się coraz więcej sygnałów, które każą zastanowić się nad kondycją hossy. Krach na giełdzie w Korei Południowej, notowania SpaceX poniżej ceny z IPO czy chłodna reakcja na świetne wyniki amerykańskich spółek – to zdaniem Sebastiana Buczka, prezesa Quercus TFI, wyraźne ostrzeżenia.

    Sygnały ostrzegawcze

    W rozmowie z Parkietem Buczek zwraca uwagę, że długotrwałe wzrosty przyciągają kolejnych inwestorów, w tym tych bez wcześniejszego doświadczenia. „Pojawia się chciwość, pęd za trendem, który zaczyna wygrywać ze zdrowym rozsądkiem” – mówi. Koreańscy inwestorzy masowo sięgali po produkty z dźwignią i kredyty na zakup lewarowanych ETF-ów, co dla wielu skończyło się fatalnie.

    Podobny mechanizm zadziałał przy ofercie publicznej SpaceX. Akcje spółki Elona Muska wyceniono w IPO na 135 dolarów, a pierwsze dni notowań były udane. Dziś kurs jest już wyraźnie poniżej tej ceny. Buczek porównuje to do debiutu Allegro w Polsce – spektakularny start, a później głęboki spadek. „Koniec końców liczą się fundamenty” – podkreśla.

    Instytucje też ulegają emocjom

    Prezes Quercus TFI zauważa, że opisane mechanizmy nie dotyczą wyłącznie drobnych graczy. Instytucje również dały się ponieść fali. Przykład? Bitcoin, który był masowo kupowany nawet po sto tysięcy dolarów za monetę, a dziś przynosi ogromne straty. Podobnie było ze złotem – jeszcze w styczniu 2026 roku światowe banki inwestycyjne prognozowały dalsze wzrosty, ale od szczytu z 29 stycznia kruszec stracił kilkadziesiąt procent.

    Buczek szacuje fundamentalną wartość złota na około 3000 dolarów za uncję, choć nie spodziewa się, by jeszcze w tym roku cena spadła poniżej 3500 dolarów. W przypadku bitcoina różnica między obecną ceną a wartością fundamentalną jest jego zdaniem znaczna. Kryptowaluty mogą w przyszłości zostać uznane za największą bańkę spekulacyjną w historii – inwestował w nie cały świat, z największymi bankami inwestycyjnymi włącznie.

    Pułapki hossy: umiejętność czy przypadek?

    W czasie hossy łatwo pomylić umiejętności inwestycyjne z łutem szczęścia. Zwraca na to uwagę Kamil Szczepański, analityk rynków finansowych XTB. Jego zdaniem w okresach wzrostów wskaźniki beta i alfa można ze sobą pomylić – inwestor często wybiera spółkę bardziej ryzykowną, nie zdając sobie z tego sprawy, bo sentyment utrzymuje wzrosty.

    Szczepański przypomina, że ryzyko jest asymetryczne: spadek o 50% wymaga późniejszego wzrostu o 100%, by portfel wrócił do punktu wyjścia. Bez jasno określonych kryteriów pomiaru stopy zwrotu i polityki ryzyka inwestor może dopiero w czasie korekty przekonać się, czy naprawdę dobrze dobierał spółki. Dlatego tak ważne jest, by przed zakupem instrumentu precyzyjnie zdefiniować, kiedy i dlaczego go sprzedamy. „Bez zrozumienia tych fundamentów nasz portfel pozostanie więźniem sentymentu na szerokim rynku” – ostrzega analityk XTB.

    Co dalej z GPW?

    Mimo sygnałów ostrzegawczych Buczek nie uważa, byśmy byli blisko końca prawie czteroletniej hossy. Spodziewa się raczej zasłużonej korekty. Statystycznie sierpień i wrzesień są trudniejsze, ale czwarty kwartał, zwłaszcza listopad i grudzień, zwykle przynosi wzrosty. Rok 2026 powinien więc zamknąć się dodatnio, zarówno w Polsce, jak i w USA.

    Kluczowym czynnikiem dla polskiego rynku w 2027 roku będą wybory prezydenckie oraz losy Obywatelskiego Konta Inwestycyjnego (OKI). Buczek jest ostrożny – prezydent może nie podpisać ustawy, bo sukces OKI byłby sukcesem rządzących. Gdyby jednak OKI wystartowało od stycznia 2027 roku, efekt mógłby być znaczący. „Polacy kochają wszystko, co wiąże się z benefitami podatkowymi” – zauważa.

    Obecna hossa trwa już ponad 3,5 roku i może stać się trzecią wielką hossą w historii GPW (po 1993 i 2003-2007). Wielka hossa kończy się jednak wielką bessą. Buczek przyznaje, że wolałby, by nie było aż tak wspaniale, „bo potem przychodzi leczenie ran, które trwa latami”. Tymczasem coraz więcej spółek na GPW – w tym Allegro, Żabka czy sama GPW – notowanych jest powyżej wartości fundamentalnej. To znak, że hossa dojrzewa, ale nie musi oznaczać natychmiastowego końca.

  • Orlen miażdży prognozy w II kwartale. 13,9 mld zł EBITDA i gigantyczne inwestycje

    Orlen miażdży prognozy w II kwartale. 13,9 mld zł EBITDA i gigantyczne inwestycje

    Koncern Orlen pochwalił się wynikami za drugi kwartał 2026 roku, które przebiły oczekiwania analityków. Kluczowy wskaźnik EBITDA LIFO po wyeliminowaniu odpisów aktualizujących sięgnął 13,9 mld zł – to o 54,1% więcej niż rok temu i o 4,6% powyżej konsensusu giełdowego. To jednak nie koniec dobrych wieści dla akcjonariuszy.

    Wyniki lepsze od oczekiwań

    Przychody ze sprzedaży grupy wyniosły 76,5 mld zł wobec 60,9 mld zł przed rokiem (wzrost o 25,8%). Zysk netto skoczył aż o 426,7% – do 7,7 mld zł. Wszystkie kluczowe segmenty biznesowe – downstream, upstream & supply, energia oraz detal – wypracowały dodatnie wyniki, a petrochemia, która w poprzednich kwartałach przynosiła straty, wróciła na plus.

    Rafinerie i wydobycie ciągną zyski

    Najwięcej zarobił obszar rafineryjno-petrochemiczny: EBITDA LIFO na poziomie 5,9 mld zł (analitycy spodziewali się 5,3 mld zł). Spółka tłumaczy to korzystnym otoczeniem makroekonomicznym związanym z sytuacją geopolityczną. Segment upstream & supply (wydobycie ropy i gazu oraz hurtowy handel paliwami) dołożył 3,8 mld zł, choć prognozy zakładały 4,4 mld zł. Średnia dzienna produkcja węglowodorów wyniosła 196 tys. baryłek ekwiwalentu ropy (boe).

    Energetyka wypracowała 3,4 mld zł EBITDA, bijąc prognozy o 0,7 mld zł, głównie dzięki wyższej produkcji i sprzedaży prądu oraz dystrybucji energii i gazu. Detal (consumers & products) przyniósł 1,5 mld zł – nieco poniżej prognozy 1,6 mld zł, ale za to z rekordowym udziałem rynków zagranicznych w zyskach stacji paliw: aż 43%.

    Rekordowe inwestycje i strategiczne projekty

    Pierwsze półrocze 2026 to także historyczne nakłady inwestycyjne – 14,7 mld zł. Orlen koncentruje się na zwiększaniu niezależności surowcowej, szczególnie na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. W obszarze petrochemii opracowano finalny zakres i harmonogram flagowego projektu Nowa Chemia. Z kolei przejęcie Grupy Azoty Polyolefins jest coraz bliżej: koncern uzyskał trzy wymagane zgody antymonopolowe oraz akceptację sądu dla planu restrukturyzacji. Brakuje jeszcze ostatecznego zatwierdzenia.

    Prezes o paliwach i zagranicznej ekspansji

    Prezes Ireneusz Fąfara w komunikacie prasowym podkreślił, że decyzje o obniżeniu marży detalicznej do niezbędnego minimum, wsparte promocją i pakietem CPN, sprawiły, że w II kwartale Polacy kupowali najtańsze paliwo w Unii Europejskiej.

    „Jednocześnie maksymalizowaliśmy zyski naszej międzynarodowej sieci. W efekcie tylko w ciągu ostatniego roku zwiększyliśmy udział stacji zagranicznych w zyskach segmentu paliwowego o 18 pkt. proc.” – stwierdził Fąfara.

    Dodał, że odpowiedzialne zarządzanie pozwala nawigować z korzyścią dla akcjonariuszy i klientów nawet w czasie globalnego kryzysu na rynku paliw płynnych.

    Polityczna burza po publikacji raportu

    Wyniki Orlenu nie umknęły uwadze byłego prezesa Daniela Obajtka, który na platformie X zaatakował obecne kierownictwo. „Orlen łupi kierowców” – napisał, a w kolejnym wpisie nazwał zarząd „bandą hipokrytów i nieudaczników”.

    Biuro prasowe Orlenu odpowiedziało twardo, przypominając, że od II kwartału 2023 zyski niemieckiej sieci wzrosły o 86%, a na pozostałych rynkach zagranicznych blisko dwukrotnie, podczas gdy w Polsce paliwa były najtańsze w Europie. „Tak wygląda skuteczne zarządzanie” – skwitowano w oświadczeniu.

    Raport półroczny został już przekazany Komisji Nadzoru Finansowego i jest dostępny publicznie. Dokument podpisał prezes Fąfara wraz z dziewięcioma wiceprezesami.

  • Naftowi giganci zarobili ponad 90 mld dolarów w kwartale. Orlen też na fali

    Naftowi giganci zarobili ponad 90 mld dolarów w kwartale. Orlen też na fali

    Naftowi giganci liczą zyski

    Światowe koncerny naftowe opublikowały wyniki za drugi kwartał 2026 roku, a liczby robią ogromne wrażenie. Łączne zyski ośmiu największych spółek paliwowych sięgnęły ponad 90 miliardów dolarów w okresie od kwietnia do czerwca. To bezpośredni pokłosie geopolitycznych napięć – konfliktu na Bliskim Wschodzie i blokady cieśniny Ormuz, które gwałtownie podbiły ceny ropy i paliw.

    Orlen mocno w górę

    Polski państwowy gigant również może pochwalić się solidnymi wynikami. W czwartek Orlen przedstawił dane za pierwsze półrocze. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 15,7 mld zł – to ogromny skok w porównaniu z niespełna 5,6 mld zł w analogicznym okresie rok wcześniej. Skonsolidowane przychody grupy od początku roku sięgnęły 152,2 mld zł, podczas gdy przed rokiem było to 134,4 mld zł.

    Jeszcze wyraźniej widać poprawę na poziomie skorygowanego zysku EBITDA LIFO. W drugim kwartale 2026 r. sięgnął on 13,9 mld zł, wobec 9,02 mld zł rok wcześniej. Wynik ten przebił prognozy analityków, którzy spodziewali się 12,52 mld zł.

    Saudi Aramco wykorzystuje alternatywne trasy

    Największe kwoty w skali globalnej zgarnął Saudi Aramco. Saudyjski koncern zamknął pierwsze półrocze zyskiem netto na poziomie 67,2 mld dolarów (ok. 250 mld zł). Na drugi kwartał przypadło około 33 mld dolarów. To oznacza wzrost o blisko 44% w porównaniu z tym samym okresem 2025 roku. Mimo zakłóceń logistycznych w cieśninie Ormuz spółka znalazła sposób na bezpieczny eksport – wykorzystała alternatywny rurociąg Wschód-Zachód.

    Amerykańskie koncerny biją rekordy

    Jeszcze więcej niż Orlen – i to w dolarach – zarobił ExxonMobil. Amerykański koncern wypracował w pierwszym półroczu zysk netto w wysokości około 19 mld dolarów, czyli blisko 71 mld zł. Aż 14,5 mld dolarów przypadło na drugi kwartał, który okazał się rekordowy. Łączne przychody spółki w okresie kwiecień–czerwiec wzrosły o 42%, osiągając 114,53 mld dolarów. ExxonMobil mógł liczyć na rekordową produkcję oleju napędowego oraz wysoką efektywność wydobycia w regionach Permian i Gujany.

    Jeszcze bardziej spektakularny skok zanotował Chevron. Jego zysk netto za pierwsze sześć miesięcy 2026 r. wyniósł 14,3 mld dolarów (ok. 52 mld zł), z czego historyczne 12,1 mld dolarów przypadło na drugi kwartał. Przychody i inne dochody Chevrona w drugim kwartale zamknęły się kwotą 70,1 mld dolarów. Wzrost zysku – niemal pięciokrotny w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego – był efektem przejęcia aktywów firmy Hess, zwiększenia wolumenu sprzedaży oraz pełnego wykorzystania mocy amerykańskich rafinerii.

    Shell też rośnie

    Brytyjsko-holenderski Shell podsumował pierwsze półrocze skorygowanym zyskiem w wysokości 16,75 mld dolarów (62 mld zł). Firma odnotowała mocny wzrost w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. W samym drugim kwartale przychody Shella wzrosły o 45%, sięgając 94,7 mld dolarów.

    Źródła rekordowych zysków

    Głównym motorem napędowym pozostają wydarzenia geopolityczne. Konflikt na Bliskim Wschodzie i zablokowanie cieśniny Ormuz spowodowały gwałtowny wzrost cen ropy i paliw. Nie wszystkie koncerny ucierpiały na logistycznych zakłóceniach – Saudi Aramco wykorzystało alternatywny rurociąg, a amerykańskie spółki postawiły na zwiększenie wydobycia i przerobu. Wyniki finansowe za drugi kwartał pokazują, że najwięksi gracze na rynku potrafią skutecznie działać nawet w kryzysowych warunkach.

  • OKI rewolucjonizują rynek? To nie tylko podatek, ale nowy model inwestowania

    OKI rewolucjonizują rynek? To nie tylko podatek, ale nowy model inwestowania

    Ustawa o Osobistych Kontach Inwestycyjnych (OKI) czeka już tylko na podpis prezydenta, a wśród ekspertów i instytucji finansowych trwa ożywiona dyskusja. Choć na pierwszy plan wysuwają się zachęty podatkowe, prawdziwa rewolucja może dotyczyć czegoś zupełnie innego – sposobu dystrybucji produktów inwestycyjnych.

    Kluczowym elementem projektu jest wprowadzenie tzw. umowy parasolowej. To rozwiązanie pozwoli inwestorowi zarządzać wieloma produktami w ramach jednego OKI, niezależnie od liczby dostawców. Oznacza to, że klient będzie mógł mieć jedno konto, na którym znajdą się produkty różnych domów maklerskich, TFI czy banków. To z kolei może znacząco uprościć dostęp do rynku kapitałowego i obniżyć bariery wejścia dla nowych klientów. W praktyce konkurencja przeniesie się z samej oferty produktowej na jakość doradztwa, technologii i doświadczenia klienta.

    Krok milowy czy kolejny skomplikowany produkt?

    Sukces OKI nie jest jednak przesądzony. Zdaniem ekspertów, o popularności nowego rozwiązania nie zdecydują same przepisy, ale sposób ich wdrożenia przez instytucje finansowe. Przykład PPK, które po ostrożnym starcie przekonały do siebie 4,5 mln osób, pokazuje, że kluczowa jest prostota i automatyzacja.

    OKI zdecydowanie mają szansę stać się produktem masowym, choć zapewne nie nastąpi to od razu. Warunkiem dla szybkiego rozwoju tego produktu jest stworzenie prostych i intuicyjnych rozwiązań oraz udostępnienie ich w powszechnie wykorzystywanych kanałach dystrybucji – mówi Interii Biznes Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Zarządzającej Funduszami i Aktywami (IZFIA).

    Podobnego zdania jest Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Jego przedstawiciel Michał Żuławiński podkreśla, że OKI dadzą realną korzyść podatkową i stanowią pierwszy istotny sposób na uniknięcie podatku Belki bez konieczności oszczędzania na emeryturę. Jednak warunkiem sukcesu jest zrozumienie przez Polaków mechanizmu działania oraz przyjazne wdrożenie przez instytucje finansowe.

    Dla kogo OKI, a dla kogo nie? Ekspert studzi emocje

    Analitycy przestrzegają przed traktowaniem OKI jako rozwiązania uniwersalnego i opłacalnego dla każdego. Tomasz Wyłuda, ekonomista UW, wskazuje na kilka kluczowych czynników, które decydują o opłacalności nowego konta.

    Generalnie dla mniejszych kwot, do 100 tys. zł, powinno to być opłacalne w niemal każdym przypadku. Natomiast przy większych inwestycjach pojawia się problem – mówi Wyłuda. Jak wyjaśnia, im więcej środków powyżej 100 tys. zł, tym OKI może być mniej opłacalne względem tradycyjnego opodatkowania podatkiem Belki. Kolejnym czynnikiem jest zmienność inwestycji – w przypadku strat na zwykłym rachunku maklerskim można je odliczyć w kolejnym roku, natomiast na OKI podatek trzeba zapłacić. Trzecim aspektem jest oczekiwana stopa zwrotu – im wyższa, tym bardziej opłacalne może być OKI, ale nie jest to regułą.

    Wyzwanie dla banków i domów maklerskich

    Eksperci są zgodni, że największe wyzwanie stoi przed instytucjami finansowymi. – Muszą one w stosunkowo krótkim czasie przełożyć skomplikowane przepisy na produkt, który będzie prosty, atrakcyjny cenowo i łatwy w obsłudze – podkreśla Małgorzata Rusewicz. I dodaje, że klienci potrzebują czasu, by oswoić się z nowiną, ale ostateczny sukces zależy od jakości pierwszych produktów i doświadczeń użytkowników.

    Z kolei Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych podkreśla rolę edukacji, która w pierwszej fazie powinna być prowadzona przez Ministerstwo Finansów, instytucje finansowe i organizacje pozarządowe. Kluczowym testem dla OKI będzie wiosna 2028 roku, kiedy to pierwsi użytkownicy zapłacą podatek od wartości aktywów. Wszelkie nieporozumienia i niedociągnięcia mogą negatywnie odbić się na wizerunku całego rozwiązania.

    Jeżeli okaże się, że w praktyce OKI są zbyt skomplikowane, aby przyciągnąć miliony Polaków do inwestowania, to należało będzie znowelizować ustawę – przewiduje Michał Żuławiński, zaznaczając, że wprowadzenie OKI nie przekreśla też przyszłych zmian w samym podatku Belki.

  • Masz taką wiadomość od ZUS lub KAS? Uważaj, to może być pułapka

    Masz taką wiadomość od ZUS lub KAS? Uważaj, to może być pułapka

    Coraz więcej osób otrzymuje podejrzane SMS-y, e-maile i telefony, w których przestępcy podszywają się pod polskie instytucje państwowe. Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz Ministerstwo Finansów wydały w ostatnim czasie ostrzeżenia przed nowymi falami oszustw. Ofiarą może paść zarówno senior, jak i młodsza osoba – wszystko zależy od tego, na ile wiarygodnie przygotowana jest pułapka.

    Przykład z Zielonej Góry

    W połowie czerwca 2026 roku mieszkaniec Zielonej Góry dostał na telefon SMS z linkiem, który miał prowadzić do portalu eZUS. Zamiast kliknąć w odnośnik, mężczyzna udał się do najbliższej placówki ZUS, aby potwierdzić, czy wiadomość jest autentyczna. Jak się okazało, to było oszustwo. Dzięki przezorności nie stracił danych ani pieniędzy.

    Trzy schematy działania oszustów

    Specjaliści z ZUS wskazują, że przestępcy stosują przede wszystkim trzy metody. Pierwsza to SMS z linkiem do fałszywej platformy eZUS. Druga to telefon z prośbą o „potwierdzenie danych”. Trzecia to e-mail, w którym autorzy nakłaniają odbiorcę do szybkiego działania. We wszystkich przypadkach pojawia się presja czasu – oszuści próbują wzbudzić niepokój i sprawić, by ofiara czuła, że zaraz straci pieniądze.

    Sygnały ostrzegawcze

    Eksperci przygotowali listę sytuacji, które powinny wzbudzić czujność. Wśród nich znalazły się: prośba o kliknięcie w link do płatności lub logowania przesłany SMS-em lub e-mailem, żądanie podania numeru karty płatniczej, loginów czy haseł do bankowości, a także oferta dołączenia do „płatnego programu emerytalnego”, który rzekomo podniesie wysokość świadczeń.

    Oszuści często straszą natychmiastową karą finansową za rzekome błędy w składkach. Zdarza się też, że ktoś podający się za urzędnika ZUS pojawia się w domu ofiary i żąda gotówki albo okazania dokumentów. Warto też sprawdzać adres e-mail nadawcy – jeśli pochodzi z zagranicznej domeny, to niemal na pewno próba wyłudzenia. Kolejny schemat to propozycja odpłatnej pomocy lub podpisania pełnomocnictwa do złożenia wniosków, które w rzeczywistości są bezpłatne.

    Fałszywy zwrot podatku od KAS

    Niemal w tym samym czasie Ministerstwo Finansów poinformowało o kolejnej kampanii phishingowej. Resort wydał komunikat, w którym ostrzegł przed fałszywymi e-mailami rozsyłanymi w całej Polsce. Przestępcy podszywają się w nich pod Krajową Administrację Skarbową i informują o rzekomym zwrocie nadpłaconego podatku PIT.

    Według ministerstwa w fałszywej wiadomości pojawia się żądanie potwierdzenia danych, w tym aktualizacji rachunku bankowego w ciągu 48 godzin. Resort wyraźnie podkreślił, że KAS nie wysyła e-maili ani SMS-ów z prośbą o podanie numeru konta bankowego w celu zrealizowania zwrotu nadpłaty podatku dochodowego. Jeśli ktoś otrzyma taką wiadomość, nie powinien klikać w żadne linki ani odpowiadać na nią.

    Skala problemu w liczbach

    Z danych przytoczonych przez CERT Polska wynika, że w raporcie za 2025 rok odnotowano ponad 658 tysięcy zgłoszeń oraz ponad 260 tysięcy unikalnych incydentów przestępczych. Aż 97 procent z nich to oszustwa komputerowe. To pokazuje, jak powszechne stały się ataki tego typu.

    Jak się chronić?

    ZUS przypomina, że jego pracownicy nigdy nie proszą przez telefon o kody, hasła ani szybkie dopłaty. Jeśli ktoś nalega w ten sposób, to powinien wzbudzić natychmiastowy alarm.

    W razie wątpliwości najlepiej skontaktować się bezpośrednio z ZUS lub zgłosić sprawę na policję. Podejrzane SMS-y można przekazywać pod numer 8080. Fałszywe strony internetowe warto zgłaszać do CERT Polska – można to zrobić przez formularz online lub za pomocą aplikacji mObywatel.