Blog

  • Wyścig o „zabójcę Shahedów”: Ukraina i Zachód stawiają na drony z AI

    Wyścig o „zabójcę Shahedów”: Ukraina i Zachód stawiają na drony z AI

    Rosja zmieniła zasady gry w powietrznej wojnie nad Ukrainą. Najnowszy wariant dronów Geran, znanych też jako Shahed, potrafi lecieć z prędkością do 600 km/h, a dotychczasowe ukraińskie drony przechwytujące są za wolne, by skutecznie je zwalczać. Skuteczność obrony spadła z ponad 90 proc. do ok. 60 proc. 26 września Wołodymyr Zełenski podał, że Kijów zestrzelił zaledwie 55 proc. dronów odrzutowych. Jak ujawnił „Handelsblatt”, prezydent uznał poszukiwanie „zabójcy Shahedów” za jeden z priorytetów.

    Geran-5 jak tani pocisk manewrujący

    Nowa generacja rosyjskich bezzałogowców to już nie powolne cele z silnikiem tłokowym. Geran-3 przekracza 320 km/h, Geran-4 może osiągnąć 500 km/h, a najnowszy Geran-5 – do 600 km/h. Ma smukły kadłub, rozpostarte skrzydła i miniaturowy silnik turboodrzutowy, przez co przypomina tani pocisk manewrujący. Drony lecą na pułapie ok. 6 km, po czym pikują na cel w stylu przypominającym pocisk balistyczny. Obrońcy mają znacznie mniej czasu na reakcję.

    Rosja zwiększa też skalę ataków. W lipcu użyła pięć razy więcej dronów odrzutowych niż w czerwcu, a w sierpniu – według ukraińskich sił powietrznych – wystrzeliła 2800 takich maszyn wobec 350 w czerwcu. Zełenski podawał, że Moskwa planuje wydać 12 mld dol. na produkcję tych dronów i innych środków uderzeniowych w 2027 r. W ataku z udziałem niemal 100 dronów odrzutowych zginęło dziewięć osób, a dziesiątki zostały ranne.

    Ukraiński przemysł przestawia się na pościg

    Tradycyjne drony przechwytujące rozpędzają się do ok. 300 km/h, więc nie nadążają za nowymi celami. Myśliwce i rakiety przeciwlotnicze potrafią rozwiązać problem, ale ich użycie kosztuje wielokrotnie więcej. Ukraińskie firmy szukają więc szybszych i częściowo sterowanych przez AI konstrukcji.

    General Cherry pracuje nad ulepszonym quadcopterem oraz wersją z napędem rakietowym i celuje w ok. 400 km/h – zakładając, że Shahedy często lecą z prędkością 400, a nie maksymalnych 600 km/h. Cena ma nie przekroczyć 3 tys. dol.; jak mówi Walerij Bublik z General Cherry, nikt nie kupi droższego „zabójcy”. Firma produkuje ok. 100 tys. dronów miesięcznie, planuje w tym roku testy wojskowe wersji próbnej, a pełną certyfikację przewiduje na 2027 r.

    Wild Hornets, producent drona Sting, chce pokazać własne rozwiązanie jeszcze w tym roku, choć anonimowi założyciele spółki przyznają, że klasyczne quadcoptery mogą nie osiągnąć wymaganych prędkości. Część nowych modeli ma już potwierdzone zestrzelenia: chodzi m.in. o Sting S od Wild Hornets i P1-SUN JetKiller od SkyFall.

    W ocenie Maksyma Zaporożca z UkrSpecSystems szybsze drony przechwytujące muszą mieć inną konstrukcję i kształt. Nowe maszyny mają korzystać ze sztucznej inteligencji, bo przy dużych prędkościach ręczne sterowanie nie wystarcza. Szef portalu Militarnyi Wadym Kusznikow spodziewa się gotowego rozwiązania bojowego do listopada; według niego co najmniej trzy firmy są w końcowej fazie prac.

    Zachód też przyspiesza

    Zachodnie firmy zbrojeniowe obserwują ukraińskie doświadczenia i przyspieszają własne programy. Bawarski Quantum Systems wraz z ukraińską WIY opracował drona przechwytującego zdolnego do zwalczania także odrzutowych wariantów Geranów. Niemiecki rząd finansuje seryjną produkcję tego systemu na terytorium Ukrainy. Współzałożyciel Quantum Systems Florian Seibel mówi wprost: „Musimy zakładać, że Ukraina w najbliższym czasie będzie musiała przechwycić dziesiątki, a nawet setki tysięcy takich dronów”.

    NATO i sojusznicy też reagują. Litewska Granta Autonomy rozważa odrzutowego następcę obecnego systemu, czeska LPP Holding pracuje nad większą prędkością, a niemiecka Tytan Technologies projektuje nowy przechwytujący system odrzutowy. Amerykański Perseus Defense po testach z armią USA projektuje większy model do zwalczania dronów odrzutowych; testy prototypu mają ruszyć do końca roku. Brytyjski minister Luke Pollard określił szybsze systemy przechwytujące jako priorytet zakupowy na najbliższe lata. W ramach inicjatywy Project Rapstone brytyjska armia rozważa modele odrzutowe; decyzja zakupowa ma zapaść do końca roku.

    Nie wszystko zdąży przed zimą

    Nie wszystkie alternatywy są gotowe od zaraz. Estońska Frankenburg Technologies rozwija miniaturową rakietę Mark-I, która leci z prędkością 1000 km/h, ale ma zasięg tylko 2 km i kosztuje ok. 30 tys. euro. Firma liczy na certyfikację NATO w 2027 r. Równolegle ukraińska Fire Point z 13 europejskimi partnerami pracuje nad alternatywą dla Patriotów; pierwszy prototyp ma powstać do połowy 2027 r.

    Zanim te systemy trafią na front, Ukraina pozostaje uzależniona od kolejnych dostaw Patriotów od zachodnich państw i od tego, czy prace nad nowymi „zabójcami Shahedów” zakończą się przed zimą.

  • Bitcoin dwa razy atakował 87 tys. USD. Za każdym razem impuls był inny

    Bitcoin dwa razy atakował 87 tys. USD. Za każdym razem impuls był inny

    Bitcoin w niecałe dwa tygodnie dwukrotnie doszedł w okolice 87 tys. USD. Za pierwszym razem kurs pchały do góry silne napływy do amerykańskich ETF-ów, za drugim – zaskakująco słabe dane z amerykańskiego rynku pracy. W obu przypadkach cena nie utrzymała się na szczycie i wracała w rejon 85 tys. USD.

    Prawie miliard w jeden dzień

    Sesja 21 września należała do najmocniejszych w ostatnich miesiącach. Do spotowych funduszy ETF opartych na Bitcoinie wpłynęło netto 999 mln USD. Największym beneficjentem był IBIT BlackRock, który zyskał 381,4 mln USD. Kolejne miejsca zajęły ARKB od ARK 21Shares (289,1 mln USD) oraz FBTC Fidelity (238,8 mln USD). Same te trzy fundusze odpowiadały za około 909,3 mln USD, czyli mniej więcej 91 proc. dziennego napływu.

    Na plusie zamknęły się także mniejsze produkty. MSBT przyciągnął 61,7 mln USD, BITB Bitwise 21,6 mln USD, a produkty Grayscale – GBTC i BTC – dostały odpowiednio 3,3 mln USD i 3,1 mln USD. Żaden z wymienionych funduszy nie odnotował tego dnia odpływów netto.

    Poprzednie dni wyglądały inaczej. 15 września inwestorzy wycofali netto 450,4 mln USD, a dzień później kolejne 295,9 mln USD. Od 17 września trend się odwrócił: 159,5 mln USD, następnie 433 mln USD, a 21 września 999 mln USD. Łącznie w trzech ostatnich sesjach do ETF-ów trafiło około 1,59 mld USD.

    Napływ kapitału zbiegł się z wyraźnym przyspieszeniem Bitcoina. W ciągu około doby kurs przebył drogę z okolic 81–82 tys. USD, przez 83 tys. i 85 tys., do szczytu w pobliżu 87 tys. USD. Później cofnął się do około 85,2 tys. USD, wciąż pozostając około 5 proc. powyżej punktu startu.

    Drugi test: dane z USA

    Niecałe dwa tygodnie później Bitcoin ponownie zbliżył się do 87 tys. USD. Impuls przyszedł z amerykańskiego rynku pracy. Biuro Statystyki Pracy podało, że we wrześniu zatrudnienie poza rolnictwem wzrosło o zaledwie 29 tys. etatów. Dla porównania średni miesięczny wzrost w poprzednich dwunastu miesiącach wynosił około 45 tys.

    Stopa bezrobocia podniosła się z 4,1 proc. do 4,2 proc. Przeciętne wynagrodzenie godzinowe wzrosło o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca i 3 proc. rok do roku, wobec prognoz odpowiednio 0,3 proc. i 3,2 proc. Dodatkowo dane za lipiec i sierpień zrewidowano w dół o około 60 tys. miejsc pracy, więc obraz rynku pracy okazał się słabszy, niż sugerowały pierwsze szacunki.

    Bitcoin zareagował niemal od razu. Przed publikacją kurs był powyżej 86 tys. USD. Po raporcie podskoczył o około 1 tys. USD i osiągnął okolice 87,25 tys. USD. Część wzrostów została jednak oddana i cena wróciła w rejon 85 tys. USD.

    Fed i następny krok

    Dla rynku kluczowe znaczenie ma nie sama liczba etatów, lecz wpływ danych na politykę Rezerwy Federalnej. We wrześniu Fed podniósł stopę funduszy federalnych o 25 pkt bazowych, do przedziału 3,75–4,00 proc., wskazując na utrzymującą się podwyższoną inflację. Po publikacji raportu prawdopodobieństwo pozostawienia stóp bez zmian podczas październikowego posiedzenia wzrosło – według danych CME – z około 72 proc. do 86 proc.

    Na tradycyjnych rynkach rentowności obligacji spadły, dolar lekko się osłabił, a kontrakty terminowe na S&P 500 i Nasdaq poszły w górę. Rentowność dziesięcioletnich obligacji USA zeszła w okolice 5,17 proc.

    Podczas wrześniowego posiedzenia Fed podkreślał, że wzrost cen pozostaje zbyt wysoki; mediana projekcji członków FOMC zakłada inflację PCE na poziomie 3,7 proc. w 2026 r. Z komentarza do danych wynika, że dla Bitcoina kluczowe będzie to, czy słabość rynku pracy potwierdzą kolejne odczyty i czy inflacja będzie nadal hamować. Najbliższe posiedzenie FOMC zaplanowano na 27–28 października.

  • InPost znika z giełdy. Konsorcjum ma już 98,49 proc. akcji

    InPost znika z giełdy. Konsorcjum ma już 98,49 proc. akcji

    Wezwanie zakończone

    W trakcie wezwania na akcje InPostu akcjonariusze zdecydowali się sprzedać papiery stanowiące 89,81 proc. kapitału, podczas gdy do sukcesu oferty wystarczyło 80 proc. Oferta przejęcia została uznana za niepodważalną; spółka i wzywający potwierdzili, że wszystkie warunki zostały spełnione. O osiągnięciu progu poinformowano w środowym komunikacie.

    Cena w wezwaniu to 15,60 euro za akcję, a rozliczenie transakcji zaplanowano na 30 września. Wezwanie dotyczyło wszystkich akcji InPostu i zostało ogłoszone w maju przez konsorcjum, w którym znaleźli się Advent, FedEx, A&R oraz PPF. Pierwotny termin składania zapisów upływał 27 lipca 2026 r., ale przedłużono go do 18 września z powodu toczących się postępowań antymonopolowych.

    Dodatkowy termin zapisów

    Akcjonariusze, którzy przegapili pierwszą okazję, mogli jeszcze zgłosić akcje w dodatkowym okresie. Trwał on do 7 października 2026 r., do godz. 17.40 czasu CEST. Plan zakładał, że oficjalne wyniki całej oferty zostaną ogłoszone najpóźniej trzeciego dnia roboczego po upływie tego terminu.

    Dodatkowy termin okazał się ważny dla ostatecznego wyniku. W pierwszym terminie na wezwanie trafiło 89,81 proc. kapitału; późniejsze zapisy podniosły udział konsorcjum do 98,49 proc. To więcej niż 95 proc. wymagane do wycofania akcji z obrotu i wyraźnie powyżej 80 proc., które przesądzało o powodzeniu wezwania.

    Brzoska zostaje, siedziba bez zmian

    Zmiana właściciela nie oznacza zmiany prezesa. Rafał Brzoska pozostanie prezesem zarządu i nadal będzie kierował InPostem. Główna siedziba operacyjna firmy i kluczowa kadra zarządzająca pozostaną w Polsce. Wzywający zapowiadali wcześniej, że InPost zachowa niezależność operacyjną i dotychczasowy profil działalności, a konsorcjum będzie aktywnie wspierać rozwój grupy.

    Z chwilą rozliczenia oferty, czyli od 30 września, w życie wejdą zmiany w składzie rady nadzorczej. Zatwierdziło je walne zgromadzenie InPostu 29 czerwca.

    Wycena przy 15,60 euro

    Przy cenie 15,60 euro za akcję łączna wycena wszystkich wyemitowanych i znajdujących się w obrocie akcji InPostu to 7,8 mld euro. Oferta przewidywała premię w wysokości 53 proc. względem średniej ważonej wolumenem ceny z trzech miesięcy poprzedzających 2 stycznia 2026 r. oraz 43 proc. względem analogicznej średniej z sześciu miesięcy.

    Czym jest InPost?

    InPost to firma logistyczna dla e-commerce, twórca Paczkomatów, czyli samoobsługowych punktów nadania i odbioru paczek. Grupa działa w dziewięciu krajach: Wielkiej Brytanii, Francji, Polsce, Włoszech, Hiszpanii, Portugalii, Belgii, Luksemburgu i Holandii, a do tego świadczy usługi kurierskie.

    Kalendarium przejęcia

    • Maj 2026 r. – Advent, FedEx, A&R i PPF ogłaszają wezwanie na wszystkie akcje InPostu.
    • 27 lipca 2026 r. – pierwotny termin końca zapisów.
    • 18 września 2026 r. – zakończenie podstawowego okresu zapisów po przedłużeniu.
    • 30 września 2026 r. – rozliczenie oferty po 15,60 euro za akcję.
    • 7 października 2026 r. – koniec dodatkowego terminu zapisów.
    • po 7 października 2026 r. – planowane ogłoszenie wyników oferty najpóźniej trzeciego dnia roboczego po zamknięciu zapisów.
    • 23 października 2026 r. – warunkowo zatwierdzony termin wycofania akcji z obrotu.

    Co dalej: squeeze-out i delisting

    Przy 98,49 proc. akcji kolejnym krokiem jest przymusowy wykup akcji od pozostałych akcjonariuszy, czyli squeeze-out, a następnie wycofanie spółki z giełdy. Pozostali akcjonariusze, którzy nie przyłączyli się do wezwania, zostaną objęci przymusowym wykupem. Giełda w Amsterdamie, na której notowane są akcje InPostu, warunkowo zgodziła się na wycofanie ich z obrotu z dniem 23 października. Warunkiem było posiadanie co najmniej 95 proc. akcji. Wcześniejszy scenariusz zakładał squeeze-out już przy udziale powyżej 80 proc., ale poniżej 95 proc. Po wzroście do 98,49 proc. warunek dotyczący 95 proc. został spełniony.

  • Kurs euro najniżej od 17 miesięcy. Madryt i Paryż nie dają inwestorom spokoju

    Kurs euro najniżej od 17 miesięcy. Madryt i Paryż nie dają inwestorom spokoju

    Początek tygodnia pod znakiem przeceny euro

    Poniedziałkowa sesja azjatycka przyniosła najniższy kurs wspólnej waluty od 17 miesięcy. Euro spadało nawet o 0,8 proc., sięgając 1,1161 dol. To najniższy poziom od maja 2025 r. Wspólna waluta ma za sobą cztery spadkowe tygodnie z rzędu i jest na dobrej drodze do piątego. Za ruch w dół odpowiadają przede wszystkim azjatyckie fundusze hedgingowe, które sprzedawały euro za dolary na rynku kasowym. Zdaniem traderów spadek pogłębiło także uruchomienie opcji, gdy kurs przebił poziomy aktywacji.

    Hiszpańskie wątpliwości

    Jeden z głównych politycznych sygnałów płynie z Madrytu. Bloomberg podał, powołując się na trzy osoby z otoczenia premiera Pedro Sáncheza, że część ministrów i wysocy rangą działacze rządzącej Partii Socjalistycznej uważają wcześniejsze wybory za najlepsze rozwiązanie po ubiegłotygodniowej porażce rządu w parlamencie. Taki scenariusz zwiększa niepewność co do stabilności politycznej kolejnego dużego kraju strefy euro.

    Francja i rynek obligacji

    Jeszcze mocniejszym źródłem obaw jest Francja. Inwestorzy patrzą na stabilność rządu i finanse publiczne przed wyborami prezydenckimi w 2027 r. W piątek różnica rentowności między francuskimi obligacjami a niemieckimi bundami wzrosła do 152 pkt bazowych, czyli najwyższego poziomu od 2011 r. W poniedziałek kontrakty terminowe na francuskie obligacje szły w dół o 0,13 proc. i pozostawały blisko rekordowo niskich poziomów z ostatnich tygodni; niemieckie odpowiedniki lekko zyskiwały.

    „Rynki obligacji i walut wyraźnie sygnalizują dyskomfort inwestorów związany z rosnącą niestabilnością francuskiego rządu i erozją kotwicy fiskalnej przed wyborami w 2027 r.” – powiedział Homin Lee, starszy strateg makroekonomiczny w Lombard Odier Singapore.

    Euro traciło także wobec franka szwajcarskiego o 0,4 proc. i o 0,34 proc. względem funta. To pokazuje, że presja na wspólną walutę ma szerszy charakter, a nie dotyczy wyłącznie pary z dolarem. Inwestorzy obawiają się, że pogarszająca się sytuacja fiskalna Francji i rosnące rentowności jej obligacji mogą rozlać się na cały region.

    Dolar w roli bezpiecznej przystani

    Silny dolar to druga strona tej historii. Indeks dolara, mierzący wartość amerykańskiej waluty wobec koszyka sześciu głównych walut, wzrósł o 0,47 proc. do 102,37 pkt. To najwyższy poziom od kwietnia 2025 r. Amerykańskiej walucie pomagały wysokie rentowności obligacji USA: rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wynosiła 5,262 proc. po tym, jak w poprzednim tygodniu doszła do najwyższego poziomu od 24 lat.

    Globalna wyprzedaż na rynkach długu sprawiła, że inwestorzy szukali bezpiecznej przystani właśnie w dolarze. Presję na euro zwiększyły też obawy o inflacyjne konsekwencje gwałtownego wzrostu cen ropy. Wcześniej wśród inwestorów pojawiły się oczekiwania, że Rezerwa Federalna będzie musiała do czerwca podnieść stopy jeszcze trzykrotnie, aby opanować inflację. Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się słabsze od prognoz. Wzrost zatrudnienia we wrześniu wyhamował bardziej, niż zakładano, co zmniejszyło oczekiwania na szybkie zaostrzenie polityki Fed. Według CME FedWatch inwestorzy wyceniają 78 proc. szans na to, że Rezerwa Federalna pozostawi stopy bez zmian na październikowym posiedzeniu; tydzień wcześniej taki scenariusz wyceniano na 36 proc. Rynek wciąż zakłada jednak grudniową podwyżkę stóp i dwie kolejne w pierwszej połowie 2027 r.

    Co mówią analitycy

    „Najnowsze dane o zatrudnieniu wskazują, iż amerykański rynek pracy nie jest przegrzany, mimo że od czasu pandemii inflacja pozostaje powyżej 2-procentowego celu Fed. W tym miesiącu bank centralny pozostawi stopy procentowe bez zmian” – mówi Mansoor Mohi-uddin, główny strateg makroekonomiczny Bank of Singapore.

    „Oczekuję tylko po jednej podwyżce stóp ze strony Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego. Banki centralne mogą ostatecznie zdecydować się na mniejszą liczbę podwyżek, niż obecnie zakłada rynek. Powodem może być zarówno spadek cen ropy, jak i negatywny wpływ utrzymujących się wysokich kosztów energii na wzrost gospodarczy” – dodaje Mohit Kumar, strateg Jefferies.

    Na razie rynek pozostaje w napięciu. Rozbieżne perspektywy polityki pieniężnej, zmienność na rynku obligacji i obawy o francuskie finanse mogą utrzymać wysoką zmienność na rynku walutowym. W poniedziałek Bloomberg Dollar Spot Index wzrósł do najwyższego poziomu od końca czerwca.

  • Wielki skup akcji Huuuge za 120 mln USD. Noble Securities podnosi cenę docelową

    Wielki skup akcji Huuuge za 120 mln USD. Noble Securities podnosi cenę docelową

    To jeden z największych programów skupu akcji własnych w historii Huuuge – i zainteresowanie nim okazało się większe, niż spółka planowała. Inwestorzy złożyli więcej ofert sprzedaży, niż wynosił maksymalny pułap, a wokół akcji pojawiła się nowa, wyższa wycena od Noble Securities.

    Skup: 193 oferty i proporcjonalna redukcja

    W poniedziałek 5 października 2026 r. spółka Huuuge, Inc. opublikowała raport bieżący nr 18/2026 podsumowujący skup. Zaproszenie do składania ofert sprzedaży ogłoszono 16 września raportem nr 16/2026. Oferty można było składać od 17 września do 2 października; w tym czasie wpłynęło 193 oferty obejmujące 21 556 984 akcje.

    To więcej niż maksymalna liczba akcji objęta programem, czyli 16 438 356 sztuk. W związku z nadsubskrypcją spółka proporcjonalnie zmniejszyła liczbę akcji z poszczególnych ofert. Średnia redukcja dla akcjonariuszy posiadających mniej niż 10% głosów na walnym zgromadzeniu wyniosła 37,61%.

    Huuuge kupi ostatecznie 16 438 356 akcji po 7,30 USD za sztukę. Wypłaty po potrąceniu podatków mają być przeliczone z dolarów na złote według kursu międzybankowego z 5 października, czyli z dnia poprzedzającego rozliczenie. Oczekiwana data nabycia i przeniesienia własności akcji to 6 października 2026 r.

    Program za 120 mln USD i nowa wycena

    Program zakłada wydanie maksymalnie 120 mln USD, a nabyte akcje mają zostać umorzone. To równowartość 164% wolnych przepływów pieniężnych za 2025 r., które wyniosły 73,3 mln USD. Tym samym wykup przekracza górną granicę dotychczasowej polityki dystrybucji gotówki, przewidującej przeznaczanie na ten cel 50–100% FCF.

    Noble Securities wydało raport w trakcie trwania skupu. Analitycy utrzymali zalecenie „akumuluj” i podnieśli cenę docelową z 25,6 zł do 27,1 zł. Przy kursie uwzględnionym w raporcie oznaczało to około 17% potencjału wzrostu. Podkreślili przy tym, że skup akcji własnych ma bardzo istotny wpływ na wycenę mnożnikową i wskaźniki przypadające na pojedynczą akcję.

    Słabsze wyniki nie zniknęły

    Podwyższenie ceny docelowej mogło zaskakiwać, bo pierwsza połowa 2026 r. przyniosła gorsze dane. Spadek przychodów przyspieszył: w I kwartale wyniósł 9% r/r, a w II kwartale 13% r/r. W 2025 r. dynamika wyglądała łagodniej – 7% w pierwszym półroczu i 5% w drugim.

    W Huuuge rosły także koszty wynagrodzeń, mimo że analitycy spodziewali się oszczędności po restrukturyzacji rozpoczętej w 2024 r. Wydatki marketingowe zwiększono, ale Noble Securities nie widzi ich pozytywnych efektów. W rezultacie zyski i marże spadły, a prognozy na kolejne lata obniżono.

    W raporcie napisano:

    „Obniżamy nasze prognozy na najbliższe lata, natomiast decyzja o skupie akcji własnych poprawiła wycenę mnożnikową”.

    Noble Securities podniosło też zakładane średnie kwartalne tempo spadku przychodów z 2,8% do 3%. Częściowym wyjaśnieniem słabego II kwartału mógł być mundial w USA, który odwrócił uwagę graczy. Zarząd liczy na ożywienie w drugiej połowie roku, ale liczba użytkowników nadal spada w dotychczasowym tempie, a wzrost wpłat przypadających na jednego gracza wyhamował.

    Co analitycy widzą na plus?

    Na plus analitycy zapisali redukcję opłat dla platform dystrybucyjnych i dalszy rozwój sprzedaży bezpośredniej DTC. Jej udział w przychodach wzrósł z 41% w I kwartale do 42,5% w II kwartale, a w lipcu sięgnął 45%. To ma wspierać pierwszą marżę. Noble Securities pozytywnie ocenia też zapowiedź ograniczenia wydatków marketingowych w drugiej połowie roku.

    Po stronie minusów pozostały szybszy spadek przychodów oraz wzrost kosztów marketingu i wynagrodzeń. Pierwsza połowa roku okazała się nieco słabsza, niż można było oczekiwać na początku 2026 r., ale zdaniem Noble Securities nie zmieniła diametralnie sytuacji spółki.

    Tymczasem najbliższym, konkretnym krokiem jest rozliczenie skupu. Zgodnie z raportem bieżącym nr 18/2026 oczekiwana data nabycia i przeniesienia własności akcji to 6 października 2026 r.

  • Muse, nowy agent AI Mety, w 12 dni podbił App Store

    Muse, nowy agent AI Mety, w 12 dni podbił App Store

    Meta ma nowy hit na koncie. Swój osobisty agent AI o nazwie Muse zaprezentowała w USA 8 września, a aplikacja błyskawicznie wspięła się na szczyty rankingów. W ciągu pierwszych dwunastu dni użytkownicy w USA i Kanadzie pobrali aplikację na iOS 1,8 mln razy. Dla porównania ChatGPT w analogicznym czasie osiągnął 1,3 mln pobrań. Jak podaje Business Insider Polska, po dziesięciu dniach Muse był liderem zarówno w App Store, jak i w rankingach pobrań Google – dotarł tam szybciej niż niegdyś ChatGPT.

    Czym właściwie jest Muse?

    Muse nie tylko rozmawia – potrafi działać w internecie. Może otworzyć stronę, porównać ceny, uzupełnić formularz, zarezerwować stolik w restauracji albo negocjować rachunek. Potrafi też wypowiadać umowy, na przykład przeanalizować oferty i pomóc w zmianie ubezpieczyciela. Meta zastrzega, że zanim agent dokona zakupu, użytkownik musi wyrazić zgodę. Twarzą i maskotką agenta jest pluszowy stworek Jolly.

    Meta, właściciel Facebooka, stawia na agenta, który wykonuje zadania, a nie tylko generuje odpowiedzi. Jak wynika z tekstu na łamach Parkietu, Muse potrafi zarezerwować hotel, wybrać restaurację czy zrobić research przed zakupem walizki. Takie podejście odróżnia go od popularnych chatbotów.

    Rynkowa narracja wokół Mety się zmienia

    Jeszcze niedawno Meta pozostawała w tyle za resztą Mag7, a jej dyskonto w wycenie rosło. Część rynku znów zarzucała Zuckerbergowi odtwórcze podejście i „przepalanie” miliardów na technologiczne obsesje. Analityk DI Xelion Michał Poleszczuk od lat patrzy na niego inaczej – jako na szefa, który potrafi postawić ogromne pieniądze na własną wizję, nawet gdy rynek uważa ją za absurdalną.

    Debiut Muse to istotny punkt zwrotny w opowieści o Meta. Przez ostatnie kwartały wycenę spółki ciążyły obawy o szybko rosnący CAPEX i zwrot z zainwestowanego kapitału. Poleszczuk zwraca uwagę, że to właśnie Muse ma być pierwszym konkretnym produktem pokazującym, po co Meta zabezpieczyła tak duże moce obliczeniowe. Firma przez miesiące odpierała propozycje odsprzedaży tych mocy na zewnątrz, tłumacząc, że potrzebuje ich na wewnętrzne potrzeby. Teraz widać, po co je trzymała.

    Rynek dobrze zapamiętał też sesję z 1 lipca. Sama pogłoska o możliwej odsprzedaży mocy obliczeniowych podbiła wtedy notowania Mety o blisko 10 proc., a wyceny CoreWeave i Nebiusa poszły w górę odpowiednio o 14 i 17 proc. To jeden z powodów, dla których ogromny CAPEX Mety zaczyna być postrzegany jako strategiczne aktywo.

    Meta nie musi dziś optymalizować Muse pod ARPU, czyli przychód na użytkownika, tylko pod adopcję i liczbę dziennych użytkowników. Hojny darmowy limit pozwala jej de facto rozdawać tokeny i traktować część własnych mocy obliczeniowych jak odpowiednik kosztu pozyskania użytkownika. Meta może w ten sposób sfinansować użytkownikowi pierwsze miesiące obcowania z agentem, wyrobić nawyk i dopiero na później zostawić kwestię zarabiania.

    Od sierpniowego dołka kurs Mety wzrósł o ponad 40 proc. W ocenie analityka to jednak dopiero wczesny etap, a nie wielki finał.

    Amazon ucina dostęp

    W całej historii nie brakuje też konkurencyjnych spięć. Amazon powołał się na regulamin i zablokował Muse na swojej platformie. Zdaniem analityka to sygnał mówiący więcej niż niejedno porównanie. Taki agent – robiący research, porównujący oferty i wybierający produkt – przejmuje to, co dla marketplace’ów jest najcenniejsze, czyli relację z klientem. Muse zajmuje miejsce między użytkownikiem a przeglądarką.

    Najważniejsza walka toczy się teraz o klientów enterprise i tak zwanych power users. W tym segmencie to Anthropic wyznacza rytm, a OpenAI coraz częściej kieruje swoją uwagę w to samo miejsce. Meta dostała krótki czas na umocnienie swojej pozycji. W ocenie analityka może to zrobić na własnych warunkach, wykorzystując zabezpieczoną moc obliczeniową i gigantyczną dystrybucję, zanim konkurencja w pełni zaatakuje segment konsumencki.

  • Mediana zamiast średniej. GUS pokazuje, ile naprawdę zarabia przeciętny Polak

    Mediana zamiast średniej. GUS pokazuje, ile naprawdę zarabia przeciętny Polak

    Średnia potrafi mylić

    Przeciętnego Polaka najczęściej rozlicza się ze średniej krajowej, ale to mediana lepiej pokazuje, ile naprawdę zarabia typowy pracownik. Wbrew pozorom przeciętny Polak nie zarabia średniej krajowej. Przy liczeniu średniej duże znaczenie mają pensje prezesów i menedżerów – bywa, że jedna osoba zarabia tyle, co ponad stu pracowników tej samej firmy. W medianie taki efekt ekstremalnie wysokich płac jest wykluczony, więc obraz zarobków nie jest zawyżany przez bardzo wysokie pensje na szczycie. To właśnie mediana, a nie średnia, jest zdaniem Business Insidera najlepszym przybliżeniem typowych zarobków. GUS opublikował jej aktualizację za kwiecień 2026 r. Zestawienie dotyczy gospodarki narodowej.

    Najnowsze dane GUS za kwiecień 2026 r. wskazują, że mediana wynagrodzeń w gospodarce narodowej wyniosła 7695 zł brutto. To znaczy, że połowa zatrudnionych dostała wynagrodzenie nie wyższe niż 7695 zł, a druga połowa nie niższe. Dla porównania przeciętne wynagrodzenie brutto w całej gospodarce sięgnęło w kwietniu 9651,59 zł. Typowa pensja jest więc o około 20 proc. niższa od średniej.

    Niższe pensje nadrabiają dystans

    Mediana wzrosła rok do roku o 6 proc., podczas gdy średnia tylko o 5,5 proc. To oznacza, że dynamika niższych wynagrodzeń jest wyższa niż dynamika tych wyższych. Business Insider zwraca uwagę, że szybszy wzrost w dole drabiny mógł wynikać z podwyżki płacy minimalnej.

    GUS przy okazji publikacji podaje też progi dla poszczególnych grup zarobkowych. W kwietniu próg dochodów 10 proc. najlepiej zarabiających wyniósł 14 926 zł brutto. W ciągu roku wzrósł o 5,3 proc., czyli wolniej niż mediana. Największą dynamikę widać na dole drabiny: próg dochodów 30 proc. najniżej opłacanych poszedł w górę o 7,2 proc. rok do roku.

    Płeć wciąż dzieli zarobki

    W oficjalnym komunikacie GUS czytamy:

    „Wartość mediany wynagrodzeń różniła się w zależności od płci – wśród mężczyzn wyniosła 7877 zł i 52 gr (102,4 proc. wartości ogółem), natomiast wśród kobiet – 7545 zł i 48 gr (98,1 proc. wartości ogółem).”

    To nie jedyna różnica. W większości decyli mężczyźni otrzymywali wyższe wynagrodzenia. Największa nominalna różnica pojawiła się w dziewiątym decylu – 1675,98 zł na korzyść mężczyzn. Wyjątkiem jest drugi decyl, w którym kobiety zarabiały o 263,71 zł więcej niż mężczyźni.

    Na samym szczycie rozstęp jest jeszcze większy. Wśród 10 proc. najlepiej opłacanych mężczyzn próg wynosił co najmniej 15 820 zł, a wśród kobiet – 14 144,02 zł.

    Wielkość firmy: od płacy minimalnej do ponad 9 tys. zł

    Na wysokość zarobków mocno wpływa też wielkość firmy. Jak wyjaśnia GUS:

    „Biorąc pod uwagę wielkość podmiotu, najwyższą wartość mediany wynagrodzeń odnotowano, podobnie jak w poprzednich okresach, w podmiotach o liczbie pracujących 1000 i więcej osób — 9098 zł i 87 gr (118,2 proc. wartości ogółem), a najniższą w podmiotach o liczbie pracujących 9 i mniej osób — na poziomie płacy minimalnej, tj. 4806 zł (62,5 proc. wartości ogółem).”

    Podobny układ utrzymywał się więc w kolejnych odsłonach zestawienia. Przeciętne wynagrodzenie w najmniejszych firmach wyniosło 6324,06 zł, a w największych – 11 457,32 zł. Średnia dla całej gospodarki to wspomniane 9651,59 zł.

    Gdzie zarabia się najlepiej?

    Zestawienie wszystkich gmin w Polsce, przygotowane na podstawie publikacji GUS, pokazuje ogromne lokalne różnice. Na czele nie ma Warszawy ani innego wielkiego miasta – najwyższą przeciętną pensję odnotowano w podwarszawskiej Podkowie Leśnej: 20 574,50 zł brutto miesięcznie. To ponad trzy razy więcej niż w takich gminach jak Kozłowo w województwie warmińsko-mazurskim, podkarpacka Adamówka czy wielkopolska Łęka Opatowska.

    Z kolei w dolnośląskiej Jerzmanowej ponad połowa mieszkańców zarabia przynajmniej 10 tys. zł brutto miesięcznie. To oznacza, że w Jerzmanowej wysokie zarobki dotyczą większości mieszkańców, a nie tylko nielicznych. Widać to zarówno w porównaniu gmin, jak i w zestawieniu firm według liczby pracujących.

    Business Insider, który przeanalizował dane dla wszystkich gmin, zwraca uwagę, że średnia i mediana to zupełnie dwie różne sprawy. GUS pokazuje w ten sposób, że obraz wynagrodzeń zależy od przyjętej miary – a także od płci, wielkości firmy i miejsca zamieszkania.

  • Chilijska perła KGHM-u rośnie w siłę. Rusza rozbudowa Sierra Gorda

    Chilijska perła KGHM-u rośnie w siłę. Rusza rozbudowa Sierra Gorda

    Na pustyni Atakama wystartowała jedna z największych inwestycji z udziałem polskiego kapitału w ostatnich latach. KGHM wspólnie z australijskim South32 buduje w kopalni Sierra Gorda czwartą linię mielenia rudy. Koszt przedsięwzięcia to około 725 mln USD, czyli mniej więcej 2,8 mld zł. Po zakończeniu budowy zakład ma przerabiać około 60 mln ton rudy rocznie wobec około 48 mln ton obecnie. Produkcja miedzi wzrośnie według szacunków o około 20 proc.; spółka zastrzega, że to konserwatywne założenie.

    Projekt obejmuje nową kruszarkę szczękową, młyn rolkowy wysokociśnieniowy HPGR, młyn kulowy, linię flotacji oraz infrastrukturę procesową. Cel to nie tylko większy wolumen, lecz także lepsze wykorzystanie istniejącej infrastruktury wodnej i energetycznej oraz ograniczenie jednostkowego kosztu wytwarzania miedzi, w branżowej terminologii C1. Budowa ma się zakończyć do końca 2029 r., a pełną moc instalacja osiągnie w drugiej połowie 2030 r. Realizacja projektu stworzy około 900 dodatkowych miejsc pracy.

    Finansowanie rozbudowy nie obciąży akcjonariuszy. Inwestycja zostanie pokryta z przepływów operacyjnych samej kopalni oraz z instrumentów dłużnych zaciąganych bezpośrednio przez chilijską spółkę Sierra Gorda S.C.M. KGHM, działając przez KGHM International, kontroluje w niej 55 proc. udziałów; pozostałe 45 proc. należy do South32. Wiceprezes KGHM ds. finansowych Piotr Krzyżewski deklaruje, że obecne ceny surowca pozwolą Sierra Gordzie spłacić dług w około cztery lata.

    Po przejęciu w 2012 r. kopalnia przez lata nie dawała efektów, na jakie liczono. Dług przypadający na polski koncern sięga obecnie 2,7 mld dolarów. Dziś zakład jest jednak trwale rentowny i finansowo samowystarczalny. Od 2021 r. regularnie spłaca zobowiązania wobec KGHM; łącznie uregulował już 1,25 mld dolarów pożyczek i odsetek. W ubiegłym roku Sierra Gorda wypracowała 4,6 mld zł przychodów, 3,1 mld zł EBITDA i 1,2 mld zł zysku netto.

    Znaczna jest też różnica w kosztach produkcji. W 2025 r. C1 w Sierra Gorda wyniósł 0,86 USD za funt, podczas gdy w polskich kopalniach KGHM sięgał 3,16 USD. W samym Sierra Gorda wyprodukowano około 160 tys. ton miedzi i ponad 8 mln funtów molibdenu. Na KGHM przypadło z tego 86,8 tys. ton miedzi i 5 mln funtów molibdenu. W tym roku planowana jest dla KGHM pula odpowiednio 90,8 tys. ton miedzi i 2,1 mln funtów molibdenu; wzrost wydobycia miedzi o 5 proc. ma wynikać przede wszystkim z wyższej zawartości metalu w rudzie.

    Geografia i sąsiedzi

    Sierra Gorda leży około 60 km na południowy zachód od Calamy, na wysokości 1700 m n.p.m. Od stycznia 2023 r. kopalnia korzysta w 100 proc. z energii odnawialnej, a wodę do procesów technologicznych dostarcza rurociąg morski z Mejillones. Komercyjną produkcję rozpoczęła w lipcu 2015 r. i pozostaje największą zagraniczną inwestycją w historii KGHM.

    KGHM nie poprzestaje na rozbudowie zakładu przeróbczego. Najbardziej perspektywicznym projektem wokół kopalni jest Catabela Northeast, niezależne złoże oddalone o kilkaset metrów od obecnego wyrobiska. Wraz z South32 spółka zaplanowała tam około 180 odwiertów na obszarze 1300 ha, sięgających do około 1500 m poniżej poziomu terenu. Wiceprezes ds. aktywów zagranicznych Anna Sobieraj-Kozakiewicz mówi, że tak głębokie prace mają precyzyjnie rozpoznać strukturę złoża i potwierdzić szacowane zasoby rudy miedzi.

    Badania geochemiczne, geofizyczne i wiercenia rdzeniowe potwierdziły ciągłość porfirowej mineralizacji miedziowo-molibdenowej, która pozostaje otwarta wraz z głębokością. Wstępne szacunki wskazują na potencjał rzędu kilku miliardów ton rudy. W kwietniu Sierra Gorda i należąca do BHP kopalnia Spence podpisały memorandum o współpracy i poszukiwaniu potencjalnych synergii; obie kopalnie znajdują się obok siebie.

    Kolejne projekty i nowe kierunki

    W planach są też Catabela Deep, czyli eksploatacja warstwy pod dnem obecnej odkrywki, oraz Catabela Out-Pit, czyli poziome rozszerzenie wyrobiska w kierunku zachodnim, na obszar Salvadore. Do tego dochodzi Sierra Gorda Oxide, zakładający przerób zhałdowanych rud tlenkowych na katody miedziowe; zakładana zdolność produkcyjna to około 30 tys. ton rocznie.

    Ameryka Południowa pozostaje głównym kierunkiem ekspansji KGHM. Koncern analizuje projekty w Peru, Brazylii i Argentynie. Nowym kierunkiem może być Maroko: KGHM nawiązał tam bliską współpracę z państwową agencją ONHYM i firmą Managem Group. Remigiusz Paszkiewicz mówi, że wkrótce zarząd powinien podjąć pierwszą decyzję w sprawie przejęcia. „Już jesteśmy w jednym procesie akwizycyjnym. Ponadto przed nami jest jeszcze kilka takich celów” – mówi prezes.

  • ChatGPT na ławie oskarżonych. Kanadyjska prowincja pozywa OpenAI i Sama Altmana

    ChatGPT na ławie oskarżonych. Kanadyjska prowincja pozywa OpenAI i Sama Altmana

    Prowincja Kolumbia Brytyjska pozywa OpenAI i jej dyrektora generalnego Sama Altmana po strzelaninie w szkole w Tumbler Ridge. W pozwie złożonym w Kalifornii władze prowincji twierdzą, że ChatGPT mógł wzmacniać brutalne myśli sprawcy, zamiast skierować go po pomoc.

    Pozew złożony w Kalifornii

    W poniedziałek pozew w Kalifornii złożyła wicepremier i prokurator generalna prowincji Niki Sharma. Jak stwierdziła, sprawa dotyczy „zaprojektowania niebezpiecznego produktu, udostępnienia go każdemu gospodarstwu domowemu z dostępem do internetu, ignorowania ostrzeżeń własnego zespołu ds. bezpieczeństwa oraz odmowy powiadomienia władz, gdy firma wiedziała, że sprawca planuje użycie broni”.

    Sharma przekazała, że OpenAI potwierdziło, iż rozmowa między ChatGPT a sprawcą była na tyle niepokojąca, że pracownicy firmy wszczęli wewnętrzne postępowanie.

    „To zagrożenie nie zostało zgłoszone kanadyjskiej policji i ostatecznie zostało zignorowane” – powiedziała.

    Według pozwu podczas strzelaniny w Tumbler Ridge Secondary School 10 lutego zginęło pięciu uczniów oraz pracownik szkoły, a ponad 25 osób odniosło rany. Sprawca, 18-letni Jesse Van Rootselaar, zmarł w wyniku samobójczego postrzału.

    Prowincja wskazuje również, że funkcje ChatGPT „zachęcały do przemocy” oraz „rozwijały i wzmacniały brutalne myśli użytkownika”. Sharma przyznała, że sama nie analizowała zapisów rozmów, a OpenAI nie udostępniło ich władzom prowincji.

    W pozwie padł też zarzut, że publiczne deklaracje żalu i obietnice zmian ze strony OpenAI nie zostały zrealizowane. Autorzy dokumentu wymieniają przy tym wiceprezes firmy ds. polityki globalnej Ann O’Leary.

    Prowincja domaga się nowej szkoły

    Władze Kolumbii Brytyjskiej domagają się m.in., aby OpenAI pokryło koszty budowy nowej szkoły Tumbler Ridge Secondary School. Dotychczasowy budynek został wyburzony po ataku.

    OpenAI w oświadczeniu dla Business Insidera nazwało strzelaninę „niewyobrażalną tragedią” i zadeklarowało współpracę z władzami oraz dalszy rozwój działań związanych z bezpieczeństwem.

    Pozew prowincji to odrębna sprawa od pozwów składanych przez ocalałych oraz rodziny ofiar. Jak podaje Business Insider, do początku września przeciwko OpenAI złożono ponad 30 podobnych pozwów związanych z tym atakiem.

    Raport: ChatGPT dla nastolatków „nieakceptowalne ryzyko”

    Do tego dochodzi raport Common Sense Media, w którym organizacja ostrzega, że ChatGPT dla nastolatków może stwarzać zbyt duże zagrożenie dla młodych użytkowników. Wersję dla osób w wieku 13–17 lat OpenAI wprowadziło w sierpniu jako domyślną.

    Badania przeprowadzone przez Youth AI Safety Institute wykazały problemy z mechanizmami bezpieczeństwa. W testowanych przypadkach ChatGPT zbyt późno informował rodziców o niepokojących rozmowach dotyczących samobójstwa, samookaleczeń czy zaburzeń odżywiania, a w niektórych przypadkach nie robił tego wcale. Chatbot nie zawsze sugerował również kontakt ze specjalistą lub linią kryzysową.

    Common Sense Media przeprowadziło ponad 4 tys. testów, a odpowiedzi chatbota analizowali psychiatrzy dziecięcy oraz pediatra. Organizacja przyznała ChatGPT dla nastolatków ocenę „nieakceptowalne ryzyko” i wezwała OpenAI do wstrzymania promocji produktu do czasu poprawy zabezpieczeń.

    Raport zwraca też uwagę na automatyczne rozpoznawanie wieku użytkowników. OpenAI zapowiadało, że ChatGPT ma przełączać się na tryb dla nastolatków, gdy wykryje osobę w wieku 13–17 lat. Według Common Sense Media w testach deklarowanie pełnoletności nie uruchamiało jednak automatycznie tej zmiany. Firma odpowiadała, że system analizuje wiele sygnałów w dłuższym okresie, a samo oświadczenie użytkownika nie wystarcza do zmiany klasyfikacji.

    OpenAI zakwestionowało metodologię raportu. Firma wskazała, że część testów mogła zostać przeprowadzona przed zakończeniem wdrażania kontroli rodzicielskiej, i poprosiła o powtórzenie badań. Robbie Torney z Youth AI Safety Institute odpowiedział, że organizacja podtrzymuje metodologię i wyniki, a nowe informacje nie zmieniają wniosku o niewiarygodności powiadomień w sytuacjach kryzysowych.

    ChatGPT ma ponad 1,2 mld użytkowników. Wersja dla nastolatków była jedną z odpowiedzi firmy na rosnącą krytykę dotyczącą wpływu jej produktów na zdrowie psychiczne i rozwój poznawczy młodych ludzi. OpenAI deklaruje, że jest w pełni zaangażowane w bezpieczeństwo nastolatków, rozwój zabezpieczeń i udostępnianie rodzicom skutecznych narzędzi do nadzoru nad korzystaniem z AI.

  • Dwa prospekty w KNF. SmartLunch i Ponar celują w debiut na GPW

    Dwa prospekty w KNF. SmartLunch i Ponar celują w debiut na GPW

    Na warszawskiej giełdzie może być gorąco jeszcze przed końcem roku. Do Komisji Nadzoru Finansowego trafiły prospekty emisyjne dwóch spółek, które celują w debiut na głównym rynku GPW: Ponaru i SmartLunchu. O ustaleniach jako pierwszy napisał „Parkiet”. W obu przypadkach oferty mogłyby zostać przeprowadzone jeszcze w 2026 r., choć jedna ze spółek na razie nie potwierdza tych informacji.

    SmartLunch potwierdza, Ponar milczy

    Tomasz Popów, prezes SmartLunch, w rozmowie z „Parkietem” potwierdził, że spółka rozpoczęła proces zmierzający do debiutu na głównym rynku GPW.

    „Rozpoczęliśmy proces zmierzający do debiutu SmartLunch na głównym rynku GPW” – mówi „Parkietowi” Tomasz Popów, prezes spółki.

    Ponar, który ostatnio mocno przestawił się na biznes zbrojeniowy, nie skomentował doniesień o złożeniu prospektu. To jednak spółka, która od dłuższego czasu budzi zainteresowanie rynku – wcześniej pojawiały się nieoficjalne informacje, że potencjalne IPO może sięgać nawet 1 mld zł.

    SmartLunch w liczbach

    SmartLunch powstał we Wrocławiu w 2014 r. i łączy zakłady pracy oraz biurowce z restauracjami i firmami cateringowymi. Platforma obsługuje dziś 861 firm i 118 tys. aktywnych użytkowników, realizując około 90 tys. zamówień dziennie. Spółka nie prowadzi własnych restauracji, nie przygotowuje posiłków ani nie rozwija własnej floty logistycznej.

    W 2025 r. przychody grupy wzrosły o ponad 36 proc. – z 36,8 mln zł do 50,2 mln zł. Roczne przychody powtarzalne (ARR) urosły w podobnym tempie, z 24,9 mln zł do 33,9 mln zł. GMV, czyli łączna wartość transakcji realizowanych przez platformę, wzrosła ze 135,2 mln zł w 2023 r. do 275,1 mln zł w 2025 r. W 12 miesięcy zakończonych 30 czerwca 2026 r. GMV wyniosło około 307 mln zł, a ARR około 39 mln zł.

    Zarząd zakłada osiągnięcie trwałej rentowności operacyjnej od stycznia 2027 r. oraz dodatni skonsolidowany wynik netto w 2027 r. Spółka rozwija też w Polsce projekt inteligentnych lodówek – samoobsługowych punktów żywieniowych w zakładach pracy – i pośredniczy w sprzedaży produktów przez automaty vendingowe.

    Kto jest akcjonariuszem?

    Największym akcjonariuszem SmartLunch jest LF Akcelerator z 39,71 proc. akcji i głosów. W spółce obecny jest również giełdowy Benefit Systems, z udziałem w okolicach 20 proc. – w materiałach prasowych pojawiają się wartości 19,16 proc. i 19,69 proc. Kolejne udziały mają Mateusz Tałpasz, współzałożyciel i członek zarządu (17,23 proc.), oraz Michał Obłąk, współzałożyciel i członek rady nadzorczej (10,33 proc.). Żaden z akcjonariuszy nie ma większości głosów, a akcje nie są uprzywilejowane.

    Benefit Systems wszedł do SmartLunch w 2024 r. Jak wynika z ustaleń „Parkietu”, zapłacił wtedy 6,5 mln zł za akcje od sprzedających udziałowców i 32 mln zł za akcje nowej emisji; transakcja obejmowała też przejęcie Lunching.pl. Na tej podstawie ówczesną wartość spółki szacowano na około 320 mln zł.

    Co wiadomo o ofercie?

    SmartLunch nie ujawnia jeszcze warunków oferty. W grę wchodzi emisja nowych akcji oraz – prawdopodobnie – sprzedaż części walorów przez obecnych akcjonariuszy. Według wcześniejszych informacji „Parkietu” oferta mogłaby sięgnąć około 150 mln zł. Prezes Popów przyznaje, że spółka liczy się z oczekiwaniem rynku co do płynności.

    „Jest jeszcze nieco za wcześnie na ujawnianie warunków oferty. Rozumiemy jednak, że inwestorzy oczekują minimum 30 proc. akcji w obrocie giełdowym” – mówi prezes.

    Środki z emisji miałyby trafić na rozwój i tzw. mikro akwizycje – głównie spółek technologicznych, w kraju i za granicą. SmartLunch rozpoczął już działalność w Czechach; w dalszej perspektywie zarząd wskazuje na Europę Środkowo-Wschodnią i region DACH. Potencjał polskiego rynku ocenia na około 2 mln aktywnych uczestników. Szacuje też, że w lokalizacjach, w których działa platforma, funkcjonuje 17 tys. firm mogących korzystać z jej usług.

    Pierwszy absolwent GPW IPO Academy

    SmartLunch może być pierwszym debiutantem z programu GPW IPO Academy, który trafi na główny rynek. Izabela Mikołajczyk, szefowa działu rynku pierwotnego GPW, mówi o kamieniu milowym dla programu i zwraca uwagę, że systematyczna edukacja może przekładać się na realne decyzje strategiczne firm.

    „Cieszy nas, że coraz więcej spółek dostrzega korzyści i możliwości, jakie daje obecność na rynku publicznym na kolejnych etapach rozwoju” – mówi przedstawicielka GPW.

    Czy oferty uda się przeprowadzić jeszcze w 2026 r.? W przypadku SmartLunch prezes deklaruje, że debiut to element strategii, a termin zależy od kwestii proceduralnych.

    „Debiut na warszawskiej giełdzie jest elementem naszej strategii. Sporo zależy teraz od kwestii proceduralnych, ale liczymy, że uda nam się wejść na główny parkiet jeszcze w tym roku” – zapowiada Tomasz Popów.